środa, 7 stycznia 2015

Rozdział 4

*ŚRODA*

Dzisiaj wystawiają oceny. Nie mogę się doczekać. W pewnym momencie do klasy weszła moja wychowawczyni i zaczęła rozdawać wszystkim kartki z ocenami.
- I jak?- Kathrin próbowała dowiedzieć się o moich osiągnięciach.
- No to tak: biologia 4, niemiecki 5, fizyka 5, chemia 5, informatyka 5, angielski 5, matematyka 5, wf 6, plastyka 5, polski 5, historia 5 i zachowanie 6. A ty?
- Wow! Na 100% będziesz mieć świadectwo z paskiem! No ja to... Wolę się nawet nie przyznawać haha!- zaśmiała się i schowała swoją kartkę
- No dobra, jak chcesz.

*2 DNI PÓŹNIEJ*
*PIĄTEK*

Wstałam rano. Na szczęście dzisiaj rozdanie świadectw i...... BAL! Pierwszy raz cieszę się tą wiadomością. Postanowiłam założyć z tej okazji wystarczająco elegancki strój: 
Kocham obcasy! Pewnie Peter znowu będzie się ze mnie nabijał, że jestem "kujoneczką". No cóż, będę musiała to przecierpieć. Zjadłam lekkie śniadanie i wyszłam już do szkoły. Czekał tam na mnie Johny. Szczerze to nawet mi się spodobał....... co ja gadam?! Jodie, opanuj się!
- Witaj, ślicznie wyglądasz.- uśmiechnął się i ruszył w moją stronę aby mnie przytulić
- No hej. Dziękuję. Miło cię znowu widzieć.- również się uśmiechnęłam i poprawiłam ręką włosy
- Chodź, idziemy już zająć miejsca. 
Otworzył mi drzwi i weszliśmy do środka. Usiedliśmy obok siebie. Przez chwilę patrzyliśmy sobie głęboko w oczy aż ja w końcu odwróciłam wzrok. W mgnieniu oka dyrektor rozpoczął zakończenie swoją przemową. 
- Czas na świadectwa!- z jaką wielką radością wypowiedział te 3 słowa...
Kathrin dosiadła się do mnie i Johny'ego. Zaczęli wywoływać po kolei nazwiskami. W końcu usłyszałam:
- A teraz osoba z najlepszymi wynikami w nauce. Zapraszam Jodie Clayton!- że co?!
Poszłam odebrać świadectwo razem z wszystkimi dyplomami. Dyrektor mi gratulował, a reszta uczniów klaskała. Po zakończeniu razem z Kathrin i Johny'm wyszliśmy na zewnątrz. Jakoś szybko się zmyła i zostałam z nim sam na sam.
- Gratulacje Jodie!- zrobiło mi się miło
- Dziękuję ci bardzo.- uśmiechnęłam się
- Ooo, kogo ja tu widzę? Nasza kujoneczka! - jeju, to znowu ten debil Peter
- Ej! Odczep się od niej!- to Johny mnie bronił!
- Bo co mi zrobić?!
- Obiję ci tę twoją mordę!!!- wow, tego się nie spodziewałam- nie przejmuj się nim Jodie.
- To było miłe Johny.- uśmiechnęłam się i..... go przytuliłam.
- Wohoho! Przytuliłaś mnie! Mogę już umierać.- to było zabawne
- Nie możesz.
- Hah- zaczął się śmiać, a ja razem z nim- Widzimy się o 16.30. Podaj adres to po ciebie przyjdę.
Podałam mu dokładnie dane miejsca mojego zamieszkania i numer telefonu w razie wątpliwości.
- Aww, dziękuję za numer, na pewno skorzystam.
- Nie ma za co, do zobaczenia!
Wróciłam do domu. Ledwo zdąrzyłam usiąść, a Kathrin była już u mnie razem z torbą ubrań.
- Co zakładasz?! Musisz wyglądać odjazdowo!- no pewnie...
- Nie wiem. Myślałam nad tą opcją:
-...i co powiesz?
- Nie jest zła, ale..... w tym będziesz wyglądać odjazdowo! Łap!
Rzuciła mi swoją torbę, w której było..... TO CUDO!!!
- Kathrin! Ona jest... PRZEPIĘKNA!
- Wiem, wiem. Nie musisz dziękować, a teraz idź przymierzyć!
Pobiegłam do łazienki i ją założyłam. Kiedy wróciłam reakcja Kathrin była bezcenna.
- Wyglądasz zabójczo! I nawet buty pasują- odparła zadowolona siedząc na moim łóżku
- No tak. A ty w czym pójdziesz?
- Hmm.. Ja? W tym:
-...specjalnie dla ciebie zostawiłam najlepszy strój.
- Ojj! Nie musiałaś!
- Ciii...
Muszę przyznać, że jej ubranie było takie trochę.... inne.
- Jak Johny cię zobaczy to padnie!
- Tak myślisz?
- No jasne!- chciałabym...- no to ja lecę! Muszę się przygotować, papatki kochana!
Wyszła do siebie, a ja stałam jak słup przed lustrem i się na siebie gapiłam. Dochodziła 16.30, a ja byłam już prawie gotowa. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi, byłam pewna, że to Johny. Zabrałam tylko torebkę z potrzebnymi rzeczami i otworzyłam drzwi. Kathrin miała rację, jego reakcja była szokująca.
- Wow, Jodie... wyglądasz olśniewająco!
- Ty również- zachichotałam
- No to ruszajmy.- wystawił rękę, a ja ją objęłam i poszliśmy na salę.
Było już dużo osób z mojej szkoły, a muzyka grała na okrągło. Usiedliśmy przy stole i rozmawialiśmy nie zważając na nikogo. Minęła jakoś godzina. Wszyscy już przybyli. Puścili coś wolnego: Jason Walker - Down (ft. Molly Reed)
- Zatańczysz?- cooooo?!
- Ymm... Ale ja?
- No nikogo innego obok tu nie widzę- uśmiechnął się
- Ale ja nie potrafię tańczyć- odpowiedziałam spanikowana
- Nie przesadzaj. To nie jest trudne, nauczę cię.
- No dobrze, ale w razie czego to ostrzegałam.
Poszłam razem z Johny'm na parkiet i zaczęliśmy tańczyć.
- Widzisz? Dobrze ci idzie!
Przytuliłam się do niego i kołysaliśmy się na boki.

*Johny*
Jaka ona jest słodka. Ślicznie wygląda. Zawsze mi się podobała, ale nie odważę się jej tego powiedzieć. Z resztą pewnie ma chłopaka, a na bal poszła ze mną tylko dlatego, że nie chciała mi zrobić przykrości... Cholera! Już sam nie wiem! Może... zapytam Kathrin, ona mi pomoże!

*Jodie*
Muszę poskładać wszystko w jedną całość... Tańczę właśnie wolnego z przystojniakiem na balu i jestem w niego wtulona... Nie wierzę! Johny nie jest wcale taki zły...

Gdy piosenka się skończyła ON odprowadził mnie do stolika.
- Zaraz wracam. Muszę tylko...coś załatwić.
- Ok.

*Johny*
Kathrin, Kathrin, gdzie jesteś?!
- Kathrin! Mam pytanie.
- O cześć! No mów śmiało.
- Dobra, tylko mnie nie wyśmiej.
- Ok, ok.
- Bo... Jodie mi się podoba i pytanie jest takie: Czy ona ma chłopaka?
- Ależ skąd! Jest wolna jak ptak. Bierz się za nią!- ufff...
- Okej, dzięki!

*Jodie*
- Jestem już!
- To dobrze.
W tej chwili prowadzący ogłosił wybory na królową i króla tegorocznego balu. Pewnie znowu wygra Peter i Jessie.
- Królem zostaje... Johny White!- ucieszyłam się
- Królową zostaje... Jodie Clayton!- że ja?!
- Hmm... Gratulacje królowo.- powiedział do mnie
- Wzajemnie królu.- uprzejmie odpowiedziełam
Reszta minęła jakoś szybko, a ja nie miałam już ochoty siedzieć.
- Przepraszam cię, ale nie chcę tu dłużej być. Wracam do domu.
- Nic się nie dzieje. Odprowadzę cię jeśli pozwolisz.
- Pewnie.
Zabraliśmy się z tamtąt. Przez całą drogę rozmawialiśmy. Złapał mnie za rękę, a ja ją uścisnęłam. Zatrzymaliśmy się przed moim domem. 
- Dziękuję za wspaniały wieczór.
- Ja tobie też dziękuję.

*Johny*
Teraz albo nigdy! Teraz albo nigdy! 
- Jodie!
- Tak?
- Chodzi o to, że..... PODOBASZ MI SIĘ.

*Jodie*
Kiedy usłyszałam to z jego ust zrobiło mi się ciepło, a nogi się pode mną ugięły.
- Nie spodziewałam się tego po tobie...
- Wiem, przepraszam. Poniosło mnie.
- Nie masz za co przepraszać, bo.... ty mi też się podobasz.
- Wow! To co... Spróbujemy?
- No pewnie.
Przytulił mnie i.... pocałował?!
- Dobrze całujesz. - uśmiechnął się
- Ty też!- palnęłam i się zarumieniłam.
- Do zobaczenia śliczna!
- Do zobaczenia.
Weszłam do domu i padłam na łóżko w moim pokoju. To był najpiękniejszy dzień mojego życia.




4 komentarze:

  1. Powiem że akcja troszkę za szybko wedlug mnie się rozwineła ale i tak dawaj dalej :33 ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, też się nad tym zastanawiałam, ale nie miałam pomysłów aby dalej tego ciągnąć w taki sposób, więc napisałam tak :) Będzie :*

      Usuń
  2. Mrr :) jak romantycznie ^^

    OdpowiedzUsuń