Moich rodziców nie było, bo wyjechali na wakacje służbowe i nie będzie ich przez 2 tygodnie. Zeszłam aby zjeść śniadanie. Później włączyłam muzykę na głośnikach i zaczęłam śpiewać. Od dziecka to kocham. Muzyka jest dla mnie bardzo ważna, a przez śpiew mogę wyrazić swoje uczucia. Nagle dostałam sms:
Wyjrzałam przez okno i zauwarzyłam Johny'ego z bukietem róż w ręku. Widać, że się stara, ale sama nie wiem czy dobrze zrobiłam. Może to trochę za wcześnie? Może powinnam zaczekać? Jednak postanowiłam mu otworzyć.
- Hej!- powiedziałam i go przytuliłam
- Witaj! To dla ciebie- podał mi bukiet z kwiatami
- Ojejciu, dziękuję. Wejdziesz?
- No pewnie- poszedł za mną i usiadł na kanapie w salonie
Ja w tym czasie szukałam wazonu aby włożyć do niego kwiaty. Po chwili usiadłam obok Johny'ego i zaczęliśmy rozmawiać. Gdy już się znudziliśmy, zaproponował mi spacer. Wzięłam potrzebne rzeczy i z nim poszłam. Złapał mnie za rękę i szliśmy chodnikiem w stronę parku. Spacerowaliśmy pośród ludzi. Słońce prześwitywało z pomiędzy drzew, a ptaki ćwierkały ze wszystkich stron. Przyjemnie było tak chodzić. Wszystko przerwał ten nieznośny Peter.
- Nie sądziłem, że was spotkam, a zwłaszcza ciebie lalka.
- Ej, ej! Bez takich tekstów do Jodie!
- Jakoś przestałem się ciebie bać komputerowy maniaku.
- Lepiej uciekaj zanim ci coś zrobię!- Johny chyba się wkurzył
- No to chodź, śmiało!
Już chciał zacząć się bić z Peterem, ale zdąrzyłam go powstrzymać i zabrać go stamtąd.
- Nie musiałeś Johny.
- Przecież nie będzie obrażał mojej dziewczyny!
- Ale ty się o mnie troszczysz...
- To tylko, dlatego że cię kocham.
- Ja ciebie też...- uśmiechnęłam się ściskając mocniej jego dłoń.
Podążaliśmy dróżką w parku gdy spotkałam Kathrin. Zaczęłam biec w jej jej stronę. Przypadkowo źle stanęłam na nogę i upadłam. Oboje wystraszeni przybiegli do mnie i pytali czy nic mi nie jest. Bardzo bolała mnie kostka przez co nie potrafiłam chodzić. Johny wziął mnie na ręce i zaniósł do szpitala. Zrobili mi prześwietlenie. Na szczęście było to tylko skręcenie, ale musiałam chodzić o kulach przez całe 3 tygodnie. Będę musiała się nauczyć ich używać. Johny obiecał, że codziennie będzie mnie odwiedzał w domu. Cieszyłam się z tego powodu, bo nie będę musiała siedzieć sama, ale za to nie będę mogła wyjść na miasto z kumpelami...
* * *
Johny zaczął mnie bardzo rozpieszczać i przynosił mi różne słodkości. Chyba nici z mojej diety. Dzisiaj wyjątkowo mnie zaskoczył i przyniósł mi wielkiego, białego misia!
- Dziękuję! Jesteś kochany!
- Nie ma za co. Dla ciebie wszystko.
- Wow, skąd ty go masz?!
- Mam swoje sposoby...- zaczął się śmiać
Pomimo tego, że miałam bandaż unieruchamiający kostkę, musiałam zadbać o swoje stopy. Wzięłam lakier do paznokci o kolorze miętowym i zaczęłam malować. Przyznam, że bardzo ładnie wyglądają. Leżałam z Johny'm na łóżku. Patrzyliśmy sobie w oczy tak jak za pierwszym razem. Od razu dziwnie się poczułam, to było coś pięknego. Przysunęłam się do niego, a on mnie objął. Nawet nie wiem jak, ale zasnęliśmy. Potem obudziłam się, spojrzałam na telefon i była już godzina 23.00! Kazałam Johny'emu napisać do rodziców, że nocuje u kolegi lub coś innego aby się nie martwili. Nie pozwoliłabym mu teraz wracać do domu. Dałam mu jakieś krótkie spodenki i koszulkę od taty aby się przebrał i mógł w tym spać. Ja natomiast ubrałam moją piżamę. Nadal byłam strasznie zmęczona. Bawiłam się z nim przez chwilkę, a później znowu poszliśmy spać. Cudownie było leżeć w jego objęciach i czuć ciepło bliskiej, kochającej cię osoby...
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i jest 5 rozdział. Przepraszam, że wczoraj nie dałam, ale nie miałam pomysłów, a także czasu. Jest dosyć krótki, ale myślę, że wystarczy. Komentujcie! Pozdrawiam :))



Słodko :3
OdpowiedzUsuńSweet :3
OdpowiedzUsuń