Zaczęłam otwierać oczy. Leżałam na kolanach Steven'a, a on jeszcze tak słodko spał. Wiem, że źle robię. Mam chłopaka, a tutaj zbliżam się do innego. Rodzice nie byliby szczęśliwi... Chyba muszę się zobaczyć z Kathrin aby przemówiła mi do rozumu... Odwiedzę ją dzisiaj w hotelu. A wracając do codziennego rytuału wstawania: JAK TO SIĘ STAŁO?! Kiedy ja zasnęłam?! I czemu nic nie pamiętam... W sumie to nie ważne. Ostrożnie się podniosłam i przeczesałam palcami włosy na wszelki wypadek gdyby się obudził. Założyłam to:
Zostawiłam mu karteczkę z napisem:
"Wychodzę do Kathrin. Za niedługo wrócę. Do zobaczenia :)"
Wyciągnęłam z lodówki jakiś joghurt i go zjadłam. No i wyszłam. Maszerowałam przez jakieś 10 minut w stronę hotelu. W pewnym momencie otrzymałam sms'a od Stevena.
Myślałam, że serce mi wyskoczy. Jednak dobrze przeczuwałam, że może się obudzić. No trudno. Zza zakrętu wyłonił się Hotel Korona, w którym nocowała Kathrin i Elizabeth. Weszłam do środka drzwiami obrotowymi. Podeszłam do recepcji.
- Dzień dobry. Gdzie znajduje się pokój Kathrin i Elizabeth Hawkins?
- A kim pani jest?- czy wyglądam aż tak podejrzanie? jeju...
- Przyjaciółką, przyszłam w odwiedziny.
- Przepraszam, ale nie mogę pani udzielić tej informacji.- że co?! Już jej chciałam nagadać gdy...
Pojawiła się Kathrin... Całe szczęście!
- To jest moja przyjaciółka, może wejść?
- Yyy... Ja... Przepraszam bardzo za to całe zajście. Oczywiście, że może wejść, ale proszę mnie najpierw uprzedzić przed kolejną wizytą aby ta sytuacja się nie powtórzyła.- co za głupia baba...
- Dobrze, dobrze.- Kathrin odpowiedziała, przewracając oczami jakby odpowiadała osobie, którą znała kilka lat...
Zaprowadziła mnie do ich pokoju. A więc pokój 5 na 2 piętrze... Na pewno zapamiętam. Okazało się, że Elizabeth wyszła pochodzić po mieście, więc zostałam sama z Kathrin- tym lepiej. Usiadłyśmy i zaczęłyśmy gadać.
- No to opowiadaj jak tam ze Steven'em! Umieram z ciekawości!- ależ podekscytowanie. Jeszcze nigdy jej takiej nie widziałam.
- Jest bardzo dobrze. Steven potrafi gotować. Byliśmy na spacerze i oddał mi swoją kurtkę kiedy zrobiło się zimno. Na kolejnym złapał mnie za rękę... No i... Zasnęłam mu na kolanach. O to właśnie chodzi. Kathrin, musisz mi pomóc. Nie wiem co mam robić. Doradzisz mi?
- Ołł... Pamiętaj, że masz chłopaka Jodie. Nie przesadzaj. Chyba nie chcesz zranić Johny;ego, prawda?
- No pewnie, że nie chcę. Tylko... Z Johny'm to było tak nagle. Nigdy nie mieliśmy takiego dobrego kontaktu, a tu kilka dni przed imprezą zaczął się do mnie przystawiać... Rozumiem, że mogłam mu się podobać, ale chyba to jeszcze zbyt wcześnie... A ze Steven'em? Rozmawialiśmy, poznawaliśmy się, teraz się spotkaliśmy... Jest dla mnie jak brat. Nie sądzę, że między nami mogłoby coś być.
- Sama już nie wiem co mam ci powiedzieć. Też myślę, że Johny zbyt szybko cię zaskoczył tą nowiną... A co do Steven'a, na prawdę tego nie widzisz? Nie zauwarzyłaś jak się stara?
- Widzę. Doceniam to, ale mamy do siebie kawał drogi. To byłoby trudne. Nawet nie potrafię wyobrazić sobie siebie razem z nim.
- Jodie... Musisz im obu wytłumaczyć wszystko. Długo tak nie pociągniesz. Znając ciebie, prędzej czy później się zakochasz, a tego chyba nie chcesz.
- No okej... A teraz muszę lecieć, bo już 9.00, a obiecałam Steven'owi, że za niedługo wrócę.
- Dobra. Jak coś to dzwoń do mnie. Trzymaj się, pa!
Przytuliłam ją i wyszłam. Idąc chodnikiem zaczęło mi się kręcić w głowie. Był straszny upał, a ja nie miałam nic do picia. Od rana nic nie miałam w ustach oprócz joghurtu. Straciłam przytomność i upadłam.
* * *
Co się dzieje? Gdzie ja jestem? Ocknęłam się. Leżałam na łóżku szpitalnym podpięta do kroplówki. ŚWIETNIE. Czemu byłam taka głupia i niczego nie piłam?! Słyszałam głos Steven'a dobiegający z korytarza. Rozmawiał przez telefon z Kathrin o mnie. Chyba jej mówił, że wylądowałam w szpitalu.
- Steven?- krzyknęłam patrząc w kierunku drzwi
W futrynie pojawił się Steven. Gdy mnie ujrzał uśmiechnął się i przybiegł.
- Jodie! Wystraszyłem się! Jak mogłaś mi to zrobić? Jestem za ciebie odpowiedzialny. Miałbym przechlapane jakby twoi rodzice się o tym dowiedzieli.- był przestraszony
- A co się tak właściwie stało? Pamiętam tylko, że szłam chodnikiem i zemdlałam.
- Lekarze mówią, że się odwodniłaś. To doprowadziło do tego, że straciłaś przytomność i wylądowałaś tutaj.
- Ehh. Przepraszam, że nic nie piłam
- Ale mi stracha napędziłaś. Teraz będę cię musiał pilnować młoda!- zaczął się śmiać
- Ejj!- ja również wpadłam w śmiech
Nagle do sali wszedł lekarz. Zbadał mnie i powiedział, że już jutro mogę opuścić szpital. Ale czekały mnie jeszcze 2 lub 3 kroplówki... Steven siedział ze mną przez cały czas. Przyniósł mi laptop, film i dużą paczkę popcornu. Usiadł obok mnie i zaczęliśmy oglądać komedię: "Dom bardzo nawiedzony"
- Ty zboczuchu!- uśmiechnęłam się, próbując udawać poważną
- Haha no co?
- A idź ty!
Był świetny. Strasznie się śmialiśmy. No to poprawił mi humor. Wieczorem gdy było już dosyć późno, siedzieliśmy przy nocnej lampce, która stała na szafce. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Zaczął się do mnie zbliżać. Gdy już nasze usta miały się spotkać, zakryłam twarz ręką i musiałam mu wszystko wytłumaczyć.
- Steven... Muszę ci to w końcu powiedzieć. Ja... Mam chłopaka. Ty też jesteś dla mnie bardzo ważny, ale traktuję cię jak brata...
*Steven*
Jak to?! Ona ma chłopaka?! CHOLERA! Dlaczego mi wcześniej tego nie powiedziała?! A ja tak się staram i teraz wyszedłem na idiotę... W sumie to nie dziwne, że taka ładna dziewczyna jak Jodie jest zajęta... Gdybym był szybszy... Nie chcę rozwalić jej związku. Ważne, że jest szczęśliwa. Jest dla mnie jak siostra. Nie chcę jej stracić, bo wtedy bym chyba się zabił. Przeżyję z tą informacją.
*Jodie*
Nagle jakoś posmutniał. Jednak nie stracił swojego uroku, który mnie tak pociągał... Musiałam mu to powiedzieć. Nie chcę ranić ani Johny'ego ani Steven'a. Prześpię się z tym, może będzie mi lepiej. Myślę, że dobrze postąpiłam. On musi to zrozumieć, że Johny jest moją miłością. Nie potrafiłabym mu tego zrobić pomimo tego, że jak dla mnie zbyt szybko się to stało. To wszystko jest takie poplątane... Czuję się jakbym była pomiędzy młotem, a kowadłem. Dlaczego to wszystko tak się potoczyło? Dlaczego?!
Położyliśmy się spać. Namawiałam go aby mnie na noc zostawił i wrócił do domu, ale on jednak chciał zostać ze mną. Zasnął na krześle. W nocy pielęgniarka przyszła mi wymienić kroplówkę. Miałam czas aby wszystko przemyśleć...
-----------------------------------------------------------------------------------------------
No i jest 11 rozdział po baaaardzo długiej przerwie. Wszystko spowodowane jest szkołą, brakiem pomysłów i przede wszystkim brakiem motywacji. Mam wrażenie, że nikt tego nie czyta i piszę tylko dla siebie :c Proszę, komentujcie, bo wtedy mam pewność, że ktoś to widzi.
Ps. Pisałam to od godziny 00.00 do 01.19. ENJOY! :**

.png)

No wreszcie! :o jak zwykle świetny rozdział.
OdpowiedzUsuńPS. ja jestem za Steven'em :333
Tak smutno się zrobiło :( czekam na następny :)
OdpowiedzUsuń